Słowem wstępu: postanowiłam różne dywagacje na temat swoich płodziszcz zamieszczać tutaj, bo po pierwsze - taka naga kolumna prac wygląda nieco szpitalnie, a po drugie - żeby nie było, że nie mam żadnej refleksji na temat, bo mam. Kij z tym, że wspomniana refleksja najczęściej polega na stwierdzeniu że nie umiem/nie chce mi się, skoro pisanie o tym na tysioncpińćset różnych sposobów opanowałam przy okazji brum-brum.blog.pl do perfekcji.
A rozchodzi się o to, że...
wszyscy dosłownie wszyscy moi rysunkowo-fotograficzni koledzy i moje wizualno-animacyjne koleżanki napawają mnie paranoiczną strachobojętnością z racji swego zorganizowania i takiego wiecie chodzenia to tu to tam znajomości wydawanie publikacje wystawy nowy materiał ogarnianie twórczości studiów pracy dzieci małżonków życia rodzinnego ogólnie i rozwój ciągle zastanawiam się czy może ja postawiłam na złe konie bo u mnie to strasznie leniwe i powolne raz na ruski rok z czymś ruszę to może ja w ogóle powinnam olać wizualia i zająć się ciałem i krwią tą filologią bo może skoro jakoś tak się uwsteczniam to się nie nadaję albo skazana jestem wiecie przez siły rozporządzające szansami we wszechświecie na głód syf wszy i podagrę? nie no spoko jakoś to zniosę niemniej byłoby fajnie gdyby ktoś mnie uprzedził cobym to mogła się przygotować psychicznie.
podsumowanko dla leniwych: czy byliby państwo łaskawi troszeczkę wolniej zapierdalać? uwaga: można w ten sposób ocalić (nie)jedno istnienie!